piątek, 31 grudnia 2010

I mnie dopadł kryzys średniowiecza.
Czas kupować kremy 20+ i codziennie spoglądać w lustro szukając coraz to nowszych zmarszczek.
Czas spędzać 40 minut dziennie w niewygodnej pozycji z nadzieją, że z mojego brzucha zniknie ten alien (którego niedawno jeszcze przecież nie było)
Czas jeść coraz mniej, coraz zdrowiej i coraz bardziej to wszystko gotować.
Czas niby być odpowiedzialną co w moim wypadku znaczy raczej samotną.
Czas wysłuchiwać, że nie potrafię się bawić, choć niedawno jeszcze przez myśl by to nikomu nie przeszło.

Ach, jakże wszystko się sprowadza do trywialnego
10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2...
10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2...
10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2...
10, 9, 8, 7, 6, 5, 404 not found.

niedziela, 19 grudnia 2010


Mam sobie tutaj, o takie, dwa światy.
Powiedziałabym, że to kompleks Alicji z krainy czarów, gdyby nie kontekst pedofilski.
Po dłuższym jednak namyśle okazuje się, że może być to kompleks, ot choćby, Opowieści z Narnii.
Bo okazuje się, moi jakże drodzy, że wiele książek dla dzieci powstało na zasadzie dwóch światów i przejścia przez lustro, szafę, króliczą norę czy malakser.
Bo każde dziecko marzy o istnieniu równoległego świata.
A ja tak mam i wcale nie czuję się szczęśliwa.
Wnioskuję więc, że albo nie jestem dzieckiem albo żaden z tych światów nie jest bajką.

Albo to i to.

niedziela, 12 grudnia 2010


Każdy wiedzie Tutaj swoje własne życie.
I tylko ja biegam i szukam kogoś kto chciałby się nim ze mną podzielić.

Nie mam nikogo.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Zastanawiam się skąd u mnie ta podświadoma chęć niebycia.
Jak tylko nadarza mi się okazja od razu chowam się przed światem.
Naciągam czapkę na twarz tak, że wyglądam niczym bezgłowy jeździec.
Wsadzam pół twarzy i nos w wysoki golf i udaję, że zaciągam się perfumami.
Spływam po brzegu wanny, aż po samą szyję tak, że nawet dredów nie widać.
Zakrywam się cała kołdrą i wsuwam pod nią laptopa tworząc wigwam.
Ukrywam się w ramionach innych osób.

Jestem jak mała dziewczynka, która wstydząc się zadziera swą sukieneczkę i zakrywa nią twarz ukazując tym samym wszystkim swoje różowe majtki.

Bo łatwiej pokazać dupę niż twarz.

niedziela, 5 grudnia 2010







A na Mikołaja chcę wiedzieć czego chcę.








sobota, 27 listopada 2010

Ktoś rozsypał wszędzie kokainę. A to przecież drogi towar. Nie dość łatwy do zdobycia. I wcale nie tak bezpiecznie jest się z tym obnosić. Ale rozsypał i już. Pousypywał z niej ścieżki mojego życia, i wszędzie postawił osły z marchewkami na wędkach, bym skusiła się na którąś białą ścieżynkę. A to przecież wcale nie tanie kupić tyle osłów i marchwi, o wędkach nie wspomnę. Ale marchew posiada dużo beta karotenu więc wszystko się zwróci. Do herbaty dorzucił mi (gratisowo) dwa liście koki, a sałatę, która stoi w lodówce od tygodnia zamienił w jej małą plantację. Powiedział, że moja lodówka jest idealnym miejscem do hodowli, i że wkrótce to ja będę mogła wysypywać cudze ścieżki. Stanę się panią białych proszków: sól, cukier, słodzik w tabletkach. Będę nosić je w koszyczku i niczym biały kapturek obsypywać cudze życia. Ale czy dostanę osła i marchew? Bo jak nie, to ja tak nie chcę.

piątek, 19 listopada 2010

Może ja się nawrócę i zacznę wierzyć w Boga?
Może On zna odpowiedź, nie na wszystko ale choć na jedno?
Może On wie to czego ja wiedzieć nie potrafię?
Może On potrafi mnie umiejscowić w odpowiednim miejscu i czasie?
Może On wie cokolwiek i jakkolwiek?

A może po prostu sprowadzi jakieś zajebiste gradobicie, które rozpierdoli mnie na miliard kawałków?
Może chociaż mały meteorycik?
Proszę.

środa, 10 listopada 2010

Moim zadaniem jest tworzyć
Kurwa, ziść się!
Moim zadaniem jest niekochać
Kurwa, ziść się!
Moim zadaniem jest nietęsknić
Kurwa, ziść się!
Moim zadaniem jest wiecznie nieogarniać
To się ziszczać już nie musi.

poniedziałek, 8 listopada 2010


Mam w głowie totalną pustkę. Przelatuje przez nią tysiąc, miliard dźwięków, którymi rozpierdalam to co jeszcze pozostało w środku. Doszczętnie oczyszczam swoją głowę, która nie jest już żadnym symbolem a tym bardziej alegorią, jest teraz puszką, glinianą beczką Pandory. Wypada z niej tysiąc, miliard nieszczęść na całą ludzkość. Zarazy, wojna, choroby, ból... i takie tam. Wypływa z niej to wszystko, niczym mózg przez uszy Rolanda, którego Bóg zabrał do nieba mimo zmasakrowanej facjaty. A ja nie dostąpię wniebowzięcia przez pustkę, tęsknotę i powtórzenie kilka razy "kurwa" w nieodpowiednim momencie.


A za oknem zimno, choć nie zimowo.

niedziela, 31 października 2010

Miałam być sama, nie samotna.

wtorek, 19 października 2010

ja jebie.

chyba jesteś złym człowiekiem.

środa, 13 października 2010


Leżę krzyżem na swojej jednoosobowej wersalce. Laptop kupiony w lombardzie za okazjonalne 980 złotych roztacza nad mą głową aureolę, a "Iliada" i "Gramatyka opisowa wg. prof. nad. od sp. bez. zw." przykuwają moje ręce. Pilnują bym choć na chwilę nie wyszła z roli Chrystusa narodu wybranego. I leżę tak, pięknie ukrzyżowana. Pięknie martyrologiczna. Pięknie zgloryfikowana i zgwałcona przez muzykę pop.

wtorek, 5 października 2010

Dąbrowa JUŻ nie jest moim miejscem, Wrocław JESZCZE nim nie jest.
Jestem zawieszona gdzieś pomiędzy.
Niczym biblijne duszyczki między niebem, a piekłem.
Za dobre na piekło, za złe na niebo.
Dążąc tropem metaforycznych porównań- co jest co?



Usypałam sobie bunkier z książek.

poniedziałek, 20 września 2010

Czy to normalne że nie znając kogoś a widząc jedynie jego zdjęcia czytają kilka zdań które napisze możemy powiedzieć jakim jest człowiekiem?
Zdjęcia mogą być fotomontażem, a warsztatu piśmienniczego każdy może się nauczyć.
I to nie tak że wina internetu, że cyber-seks i że randki w ciemno.
Chodzi o wszystkie listy miłosne pisane na przestrzeni wieków. Bywało często bowiem przecież tak, że ludzie omal się nie znając, kontaktowali się ze sobą tylko za pomocą listów. I mówi się, że to były wielkie miłości.
Tylko czy osoba opisywana jest prawdziwa? No i niby mogę skłamać mówiąc że mam rude włosy ale sposób w jaki to napisze odzwierciedla cząstkę mnie, ale co właśnie jeśli wyuczyłam się warsztatu? To trochę tak jak z nauką manipulacji ludźmi, w pewnym sensie uczymy się ukrywać nasze wady i zamieniać je na zalety. W pewnym sensie każda nauka jest manipulacją, gdyż nadaje naszym czynom pewien nienaturalny i wyuczony charakter. Skąd więc pewność, że szczęście osoby ze zdjęcia jest prawdziwe?
Anorektyczne modelki też się uśmiechają.


Kilka wątków w jednym tekście zwiastuje nieodwracalny i nieodwołalny początek roku akademickiego.
Od wieków nie byłam w teatrze, a nagle muszę napisać recenzję. Pomocy!

wtorek, 14 września 2010

Żeby tylko ktoś z tego nie wyszedł ze złamanym sercem.

środa, 1 września 2010

googlekurwapl
Krewetka latająca nazywana rakiem śmierdząca gdańsko-gdyńską wodą.
Pięć miliardów głosów niczym pięć miliardów mordów plus gratis terror.
Wyścigi inwalidzkich wózków z kartoflami bez nóżek.
Stuki, puki, trzaski. Do pełni szczęścia brakuje tylko szeptów.
Ostrożnie: Kozaczki w Rzeczypospolitej!


Popadam w stan istnej paranoi wywołanej przez czynnikischzizofreniotwórczealboinnadłuższaitrudniejszanazwa.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010


Dziwna sprawa.
Czego my tak właściwie wszyscy chcemy?
Wciąż zadajemy sobie pytania.
Ale po co?

wtorek, 24 sierpnia 2010


Abecadło z pieca spadło
do głowy wleciało.
Zacisnęło ją w imadło,
w pył ją rozjebało.

środa, 18 sierpnia 2010




Powinnam patrzeć w przyszłość a ciągle zamieniam Y na E.
Zamiast wkraczać- zawracam, zamiast wychodzić na przód- wychodzę ale z siebie.

Przypatruję się szczegółom kiczowatego, źle oświetlonego miasta.
Miasta, które może poszczycić się gierkowskimi gmachami z napisem mięso i wędliny, które proponuje mi wszystko po 2 złote, które w środy strzyże rencistów za połowę ceny.
Patrzę rozanielonym wzrokiem na zegar, który kilka lat temu zatrzymał się na za dwadzieścia czwarta, tak samo spoglądam na klientów sklepu monopolowego dla których czas już nigdy nie ruszy z miejsca.
Spaceruję po parku wdychając śląskie powietrze po burzy. Przekraczam wodę nagromadzoną w nierównościach chodnika.
Nie myślę o tym gdzie idę, robię to machinalnie.

Przypatruję się szczegółom starych, źle wykadrowanych zdjęć.
Zdjęć, które robione były niewprawnymi rękoma, które są często prześwietlone, które nie przedstawiają nic, a robione były z przeświadczeniem wyjątkowości.
Patrzę rozanielonym wzrokiem na uśmiechy, które nic się nie zmieniły, niektórym może przybyło tylko kilka zmarszczek, tak samo spoglądam na rozbawione oczy, w których nie widnieje jeszcze żaden plan, a to też nie uległo zmianie, niektórym może przybyło tylko parę pomysłów na życie.
Spaceruję po zakamarkach swoich wspomnień napawając się szeptami w swej głowie. Przekraczam niewygodne sytuacje nagromadzone przez te parę lat.
Nie muszę się zastanawiać, robię to machinalnie.

I nie potrafię przejść przez to sto mostów. Każdy z nich jest za długi, a słońce pomimo czwartej nad ranem nie chce wzejść.
Nadeszła jesień.

środa, 11 sierpnia 2010


Z każdym dniem staję się coraz bardziej przerażona i jak się okazuje słusznie, gdyż każdego dnia mniej wiem, mniej rozumiem, mniej ogarniam i mniej jest rzeczy wiadomych. Wszystko się gdzieś rozmywa. Każda perspektywa którą budowałam skrzętnie przez 19 lat burzy się, nagina, przegina i zamazuje. Wszystkie decyzje, które kiedykolwiek podjęłam nagle okazuję się chybione, błędne i nietrafione.
I w kółko słyszę tylko "musisz dać sobie radę", ja wiem co ja muszę, ale czego ja właściwie chcę?

czwartek, 29 lipca 2010

Przenoszę się, Wynoszę się
Przeprowadzam się, Wyprowadzam się
Przechodzę, Wychodzę
Przebiegam, Wybiegam
Przeczuwam, Wyczuwam
Przepraszam, Wybaczam

przewydywalne

środa, 14 lipca 2010


Żydzi wierzą, że na całe życie jednego człowieka przeznaczony jest określony limit słów. Kiedy ów limit się wyczerpie określony człowiek po prostu zaniemawia. Zapewne nie dzieje się to z dnia na dzień, stopniowo im jest starszy tym mówi mniej, chyba że był cichy w młodości wtedy na starość staje się gadułą.
Czy są limity w innych aspektach życia? Powiedzmy takie kontakty damsko-męskie:
-było kilku mężczyzn na jedną noc
-było kilku takich co świata poza mną nie widzieli, i nie dało się wytłumaczyć że ja nie jestem zainteresowana
-był związek czysto fizyczny
-był romans na doczepkę
-były zauroczenia
-były zakochania
-był związek na odległość
-była miłość wirtualna
-był nawet jeden Związek przez duże "Z", bez uczucia, jednak zawsze przez duże
-były zapewne zauroczenia jednostronne, których już nawet nie pamiętam
- i pewnie coś jeszcze by się znalazło.
A teraz pojawia się moje pytanie: Czy mój limit mężczyzn już się wykończył?

wtorek, 6 lipca 2010


Czasem nawet bywam ładną dziewczyną, zastanawiam się jednak jak to jest być piękną kobietą. I co lepsze, i co ciekawsze, czy ja kiedyś będę piękną kobietą. Mam już 19 lat, a nie poczuwam się do tej roli. Nie wiem nawet czy w mojej garderobie wisi takie przebranie. Czy piękna kobieta to wygląd? Strój? Zachowanie? Wszystko razem? Pewnie tak. Zastanawiające jest jednak gdzie we mnie jest ten ubytek nie pozwalający mi na zostanie piękną kobietą. Albo nawet nie piękną, po prostu kobietę. 19 lat, miseczka 80C, wzrostu w dowodzie 168, obwód bioder powyżej 90, gdzie więc ten ubytek? Gdzie więc podziała się ta przepustka do kobiety?


Jeśli będziecie się smarować kiedyś balsamem brązującym nie zapomnijcie potem umyć rąk.

środa, 30 czerwca 2010



-nie sądziłam, że aż tak ci zależy
-ja też nie
.

poniedziałek, 28 czerwca 2010


Moje uczucia są nielegalne.
Moje myśli są nielegalne.
Gdyby było prawo regulujące stopnie zażyłości już siedziałabym w więzieniu.
Biłabym metalowym kubkiem o pręty wspomnień, a ubrana była w pasiak z wyrzutów sumienia.
Co dzień mijałabym salę przesłuchań z której wydobywałyby się krzyki innych skazanych za myśli. Następnie mijałabym wielkie krzesło elektryczne, roztaczające swe jestestwo nad całym zamkniętym światem złoczyńców uczuć. Ono niczym Zeus Gromowładny łypałoby swym groźnym okiem, choć nie wpisanym w trójkąt, i nie Chorusa.
Strażnicy patrzyliby na mnie groźnie, spod strażniczych czapek. Oni nigdy nie mieli nieczystych myśli, oni nigdy nie tęsknili, oni nigdy nie czuli czegoś wbrew ogólnej sytuacji w kraju, w mieście, w Tobie.
Ich ubranka miałyby kolor bieli- niepokalanie poczęte dupki.

czwartek, 24 czerwca 2010

Okulary.


Poranki.


Chuj!



Skończyłam. Piękna poezja!

wtorek, 22 czerwca 2010

Czy ktoś mi może łaskawie wyjaśnić dlaczego słońce postanowiło dziś wstać na północy?

niedziela, 20 czerwca 2010

I jest jak przy pierwszym pocałunku, a fe!


Dziwny rok pierwszych razów.
Pierwszy chłopak
Pierwsza studniówka
Pierwsza złamana kończyna
Pierwsza matura
Pierwsze rozstanie
Pierwsze najdłuższe w życiu wakacje
Pierwsze niebawem studia

i druga w życiu przeprowadzka

Obserwatorzy