Ktoś wybiera mnie łyżeczką.
I to nie amputacja, lecz najprawdziwsza w świecie aborcja.
Wybiera wszystko czego nie zdążyłam poukładać przez dwadzieścia lat.
Czuję dojmującą pustkę, której nie potrafię zlokalizować.
Czyżby pozbyto się już wszystkich moich wnętrzności?
Tylko tracę, choć nie dostaję nic w zamian.
Nie znaczy to, że cokolwiek z siebie daję.
Pozostaje tylko nadzieja, że lekarz wykonujący zabieg zostawi we mnie
przez przypadek
nożyczki
skalpel
nić dentystyczną
zwiniętą w kulkę szmatę