Ktoś wybiera mnie łyżeczką.
I to nie amputacja, lecz najprawdziwsza w świecie aborcja.
Wybiera wszystko czego nie zdążyłam poukładać przez dwadzieścia lat.
Czuję dojmującą pustkę, której nie potrafię zlokalizować.
Czyżby pozbyto się już wszystkich moich wnętrzności?
Tylko tracę, choć nie dostaję nic w zamian.
Nie znaczy to, że cokolwiek z siebie daję.
Pozostaje tylko nadzieja, że lekarz wykonujący zabieg zostawi we mnie
przez przypadek
nożyczki
skalpel
nić dentystyczną
zwiniętą w kulkę szmatę
Ew, przez przypadek będzie próbował w Tobie przemycić parę kilo koki przez granicę xD
OdpowiedzUsuńA tak serio to, czy ten lekarz jest kimś konkretnym? Czy to po prostu czarna dziura się w Tobie zagnieździła i tak powolutku wyżera wszystko co masz w środku?
W sumie nie wiadomo co gorsze. Chociaż człowieka zawsze można zabić to chyba jednak czarnej dziury łatwiej jest się pozbyć. O ile wiesz o co mi chodzi.