poniedziałek, 30 sierpnia 2010


Dziwna sprawa.
Czego my tak właściwie wszyscy chcemy?
Wciąż zadajemy sobie pytania.
Ale po co?

wtorek, 24 sierpnia 2010


Abecadło z pieca spadło
do głowy wleciało.
Zacisnęło ją w imadło,
w pył ją rozjebało.

środa, 18 sierpnia 2010




Powinnam patrzeć w przyszłość a ciągle zamieniam Y na E.
Zamiast wkraczać- zawracam, zamiast wychodzić na przód- wychodzę ale z siebie.

Przypatruję się szczegółom kiczowatego, źle oświetlonego miasta.
Miasta, które może poszczycić się gierkowskimi gmachami z napisem mięso i wędliny, które proponuje mi wszystko po 2 złote, które w środy strzyże rencistów za połowę ceny.
Patrzę rozanielonym wzrokiem na zegar, który kilka lat temu zatrzymał się na za dwadzieścia czwarta, tak samo spoglądam na klientów sklepu monopolowego dla których czas już nigdy nie ruszy z miejsca.
Spaceruję po parku wdychając śląskie powietrze po burzy. Przekraczam wodę nagromadzoną w nierównościach chodnika.
Nie myślę o tym gdzie idę, robię to machinalnie.

Przypatruję się szczegółom starych, źle wykadrowanych zdjęć.
Zdjęć, które robione były niewprawnymi rękoma, które są często prześwietlone, które nie przedstawiają nic, a robione były z przeświadczeniem wyjątkowości.
Patrzę rozanielonym wzrokiem na uśmiechy, które nic się nie zmieniły, niektórym może przybyło tylko kilka zmarszczek, tak samo spoglądam na rozbawione oczy, w których nie widnieje jeszcze żaden plan, a to też nie uległo zmianie, niektórym może przybyło tylko parę pomysłów na życie.
Spaceruję po zakamarkach swoich wspomnień napawając się szeptami w swej głowie. Przekraczam niewygodne sytuacje nagromadzone przez te parę lat.
Nie muszę się zastanawiać, robię to machinalnie.

I nie potrafię przejść przez to sto mostów. Każdy z nich jest za długi, a słońce pomimo czwartej nad ranem nie chce wzejść.
Nadeszła jesień.

środa, 11 sierpnia 2010


Z każdym dniem staję się coraz bardziej przerażona i jak się okazuje słusznie, gdyż każdego dnia mniej wiem, mniej rozumiem, mniej ogarniam i mniej jest rzeczy wiadomych. Wszystko się gdzieś rozmywa. Każda perspektywa którą budowałam skrzętnie przez 19 lat burzy się, nagina, przegina i zamazuje. Wszystkie decyzje, które kiedykolwiek podjęłam nagle okazuję się chybione, błędne i nietrafione.
I w kółko słyszę tylko "musisz dać sobie radę", ja wiem co ja muszę, ale czego ja właściwie chcę?

Obserwatorzy