Ktoś rozsypał wszędzie kokainę. A to przecież drogi towar. Nie dość łatwy do zdobycia. I wcale nie tak bezpiecznie jest się z tym obnosić. Ale rozsypał i już. Pousypywał z niej ścieżki mojego życia, i wszędzie postawił osły z marchewkami na wędkach, bym skusiła się na którąś białą ścieżynkę. A to przecież wcale nie tanie kupić tyle osłów i marchwi, o wędkach nie wspomnę. Ale marchew posiada dużo beta karotenu więc wszystko się zwróci. Do herbaty dorzucił mi (gratisowo) dwa liście koki, a sałatę, która stoi w lodówce od tygodnia zamienił w jej małą plantację. Powiedział, że moja lodówka jest idealnym miejscem do hodowli, i że wkrótce to ja będę mogła wysypywać cudze ścieżki. Stanę się panią białych proszków: sól, cukier, słodzik w tabletkach. Będę nosić je w koszyczku i niczym biały kapturek obsypywać cudze życia. Ale czy dostanę osła i marchew? Bo jak nie, to ja tak nie chcę.
notka mi się okrutnie podoba ale 'dwie liście'? a nie dwa? no i sałata mi się kojarzy od razu z marychą a z niej jak wiadomo nie można usypywać białych ścieżek, no ale tu już się nie czepiam :)
OdpowiedzUsuń