
Mam w głowie totalną pustkę. Przelatuje przez nią tysiąc, miliard dźwięków, którymi rozpierdalam to co jeszcze pozostało w środku. Doszczętnie oczyszczam swoją głowę, która nie jest już żadnym symbolem a tym bardziej alegorią, jest teraz puszką, glinianą beczką Pandory. Wypada z niej tysiąc, miliard nieszczęść na całą ludzkość. Zarazy, wojna, choroby, ból... i takie tam. Wypływa z niej to wszystko, niczym mózg przez uszy Rolanda, którego Bóg zabrał do nieba mimo zmasakrowanej facjaty. A ja nie dostąpię wniebowzięcia przez pustkę, tęsknotę i powtórzenie kilka razy "kurwa" w nieodpowiednim momencie.
A za oknem zimno, choć nie zimowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz